This is the life

This is the life

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 2



Niall’s POV



Ciągle myślałem o tej lasce. Zadziorna… Chętnie bym ją przeleciał. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. Teraz pojadę do domu i zadzwonię do Styles’a żeby namierzył jej komórkę. Może sobie kiedyś do nie podskoczę.



* następnego dnia rano, sobota*



Maddie’s POV



Jak zwykle, obudziłam się rano i zerknęłam przez ramię. Nie… Nie ma go. Szczerze, to siadło mi chyba na psychice.

Jest sobota więc wolne. Może wyskoczę dzisiaj gdzieś z Sus. – myślałam.

Zrobiłam wszystkie rzezy i czynności, które powinnam rano. Będąc już ubrana zadzwoniłam po moja przyjaciółkę. Przyjechała po chwili i wspólnie zjadłyśmy śniadanie. Widziałam, że chce mi coś powiedzieć wiec pierwsza zaczęłam temat:

- Co tam? Co dziś robimy?

- Wiesz, myślałam żeby iść do… no klubu.

Mina mi od razu zrzedła.

- Sus. Proszę cię. Nie chcę.

- Ciii. Daj mi dokończyć. – wykłócała się- Naprzeciwko tego miejsca gdzie sprzedają dragi otworzyli nowy klub, ale spoko tam jest cenzura i porządek. Nie ćpanie, chlanie i seks.

- Mówisz, że naprzeciwko tego sklepu z narkotykami? Porządek i cenzura? Ciekawe. – odpysknęłam

Czas ogólnie zleciał nam szybko wyszłyśmy z moim psem, pospacerowałyśmy, zjadłyśmy obiad i nadszedł ten moment. Znowu pytanie o ten głupi klub.

- To jak? Idziesz?

- Sus, niedawno straciłam bliską mi osobę i teraz mam szlajać się po klubach?

- Zrób to dla mnie. Może tam spotkam swojego księcia na białym koniu.

Obie wybuchłyśmy śmiechem.



Susan’s POV



Zabrałam ją na górę żeby się przebrała tak nie chodzi się do klubów. Ja od wczoraj myślę żeby się tam wyrwać więc od wczoraj nosze ciuchy w których spokojnie mogłabym tam iść. Wybrałam jej krótką mini koszulkę na ramiączkach i szpilki, nie wiem w ogóle skąd ona to miała, ale protestowała i powiedziała, że w takim stroju nie pójdzie i, że jak musi iśc to tylko w jeansach. Szukałam jej czegoś i znalazłam. Powędrowałam do łazienki i wybrałam kilka dodatków. Wyglądało to tak:



 
Na to nie protestowała. Nie mogła, wszystko było według jej wymogów. Pojechałyśmy i na miejsce dotarłyśmy po około 15 minutach.



Maddie’s POV



Gdy weszłam do pomieszczenia miałam ochotę zaraz wyjść. Muzyka grała za głośno, ale to można było wytrzymać lecz ten zapach. Połączenie narkotyków, dymu z papierosów, alkoholu i spermy. Masakra. Myślałam, że Sus myśli tak samo ale ona chwyciła mnie Zaręba i pociągnęła do baru. Zamówiła coś „ mocnego” i rozejrzała się po parkiecie.

- Widzisz kogoś ciekawego? – spytała

- Nie. Nie widzę nikogo. Taki tłum.

Pomieszczenie było wypełnione po brzegi. Światła, które oświetlały parkiet nie pomagały bo mrugały i kręciły się po całym klubie. Nagle moje oczy powiększyły się.

- Boże! Co on tu robi?! – myślałam i odwróciłam się nagle

- Co jest? – spytała Sus

- Patrz kto tam siedzi. Kiwnęła głowa w stronę chłopaka.

- To nie jest ten chłopak ze… O boże. To jest kolega Louisa. Więc Louis też musi tu gdzieś być. – ucieszyła się z lekka.

Zaczęła się rozglądać po całym klubie. W tym czasie kelner przyniósł nam naszego „ mocnego” drinka, a ja upiłam łyka. Nagle głowa Sus odwróciła się do mnie z uśmiechem.

- Znalazłam – powiedziała i odeszła od baru

- Wspaniale. Zostawiła mnie samą. – myślałam i co chwile piłam, nawet dobrego drinka.

Przypatrywałam się co jakiś czas czy Sus jest tam gdzie była. Nagle dreszcze przeszły mi po całym ciele. Tańczyli jakby uprawiali seks. Ona przylegając do niego powoli się ruszała, a on trzymał ją za biodra.
- Taaa… książę na białym koniu. – powiedziałam ironicznie do siebie.

Nagle z myśli wyrwał mnie męski głos:

- Hej.

Gdy się odwróciłam myślałam, że serce mi gardłem wyskoczy. No to wpadłam.

-------------------------------------------------------------------
I co? Jak się podoba? Jak myślicie co się stanie?
Proszę o komentarze bo to mnie bardzo motywuje :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz