This is the life

This is the life

środa, 31 grudnia 2014

Sylwester!

Nie jestem dobra w składaniu życzeń, ale jest sylwester i za parę godzin będzie nowy rok a stary odejdzie.
Życzę wam duzo szczęścia, zdrowia, usmiechu na twarzy. Żeby wasze ulubione ff sie nigdy nie kończyły, życzę wam kocertu 1D i żebyście mogły ich spotkać. Mówiłam, że nie jestem dobra.... No ale cóż, życzenia są od serca <3 Kocham was ! :)

Ally

Rozdział 55



Tessa’s POV

*26 maj-Dzień Matki, 840*

Wychodziłam powoli na środek klasy, zaginając rogi kartek mojego wypracowania. Bardzo nie chciałam tego czytać, ale nie chciałam dostać pały i to jeszcze przed William’em.
Gdy stałam już pod tablicą zerknęłam niepewnie na nauczycielkę, a ona wykonała zamach ręką oznaczający „Możesz czytać”.
Wzięłam głęboki oddech.
-Ymmm..- zająkałam się i zerknęłam w notatki. – Dzisiaj jest piękny dzień- Dzień Matki.

*2 min później*
Odwróciłam się w stronę biurka, z trudem powstrzymując łzy, i wyczekiwałam odpowiedzi nauczycielki.
- Dobrze, trójka z plusem.
- Co? – podniosłam delikatnie głos.
- Proszę nie podnosić głosu i usiąść na miejscu! – podniosła się z krzesła.
Szybkim krokiem podeszłam do ławki, chwyciłam zeszyt i podręcznik. Wybiegłam z sali. Gdy byłam już na korytarzy krzyczałam:
- Bezduszna jędza! Wywłoka!
Nawet nie wiedziała ile musiałam mieć odwagi żeby o tym mówić.
Siedziałam na ziemi pod moją szafką wycierając łzy w rękaw.
-  Zdzira! – krzyczałam dalej.
Nagle zadzwonił dzwonek. Podniosłam się szybko z zimnych kafli i wytarłam jeszcze raz policzki. Na korytarz zleciało się mnóstwo dzieci. Otworzyłam szafkę, wsadziłam podręcznik razem z zeszytem i wyjęłam worek na w-f.
- Zgubiłaś coś.
Na ten głos przeszedł mnie dreszcz. Odwróciłam się, a przede mną stał William.
- Wypadło gdy wychodziłaś z klasy. – ciągnął dalej.
- Dzięki. – wydukałam i wyjęłam rękę po moją własność.  Jednak Will ciągle stał przede mną i uśmiechał się.
- Will, mogę to dostać? Nie czuję się zbyt dobrze. – dalej trzymałam otartą dłoń czekając na zwrot.
- A umówisz się ze mną do kina? Dzisiaj? Po szkole? –pytał mnie a ja czułam jak czerwienieję.
- Will przepraszam ale źle się… - nie dokończyłam ponieważ schował moją własność do kieszeni i wzruszył ramionami. Otworzyłam szeroko buzię żeby coś powiedzieć, ale on w tym momencie uśmiechnął się i powiedział:
- To jak? Idziemy?
Stałam chwilę cicho starając się nie zarumienić.
- No dobra. Na co idziemy?
- Myślałem o „Avatar”. – przewał na chwilę i wtrącił. – O której kończysz?
- Ymmm.. odwróciłam się w stronę szafki, wygrzebałam piórnik. – O 1430.
- Ja też. – zaczął wygrzebywać z kieszeni rękę. – Proszę.
Po tych słowach puścił mi oczko.
O.MÓJ.BOŻE.
William James Nixon, najładniejszy chłopak w szkole, chce umówić się ZE MNĄ! Chyba zemdleję.
- Co teraz masz? – spytał wyrywając mnie z moich myśli.
- Ymm.. w-f. – wymamrotałam.
- Ja mam chemię… więc idę na górę. – przy tym wykonał gest ręką.
- A ja idę na dół. – uśmiechnęłam się.
- Tooo… Do zobaczenia po szkole. – znów puścił oczko i odszedł.
Stałam jeszcze chwilę wryta. Usłyszałam dzwonek i zbiegłam szybko na pierwsze piętro.


*9 godzin później*

- Najbardziej podobał mi się moment kiedy Jake jako avatar biegł i to wszystko się tak podświetlało. – robiłam przy tym ruchy rękami. – I to jak oni się zbuntowali…
- Dlaczego tak bardzo cię to zabolało? – nie pozwolił mi skończyć.
- Nie rozumiem. Co mnie zabolało?
- Wtedy w klasie. Dlaczego tak zareagowałaś?
Szliśmy wtedy parkiem blisko kina. Nie wiedziałam co powiedzieć. Wzięłam głęboki oddech.
- Proszę nie rozmawiajmy o tym. – wyszeptałam.
- Tess, wiem co się stało. Podejrzewam… Nie martw się. Nie myśl o tym.
Do oczu napłynęły mi łzy. Nagle Will złapał mnie za rękę. Zdrętwiałam. Po ciągnął mnie delikatnie do przodu i udawał jakby nigdy nic.
https://31.media.tumblr.com/ee2282bf6ba2afd0e9c721783d824b5c/tumblr_mzisyqh0eY1t44y3jo1_500.gif
- Daleko do ciebie do domu?
- Co­?! - podniosłam minimalnie głos.
- Chcę cię odprowadzić. Do domu.
No i teraz taki mały dylemat. Dom czy "dom". Pewnie w domu nikogo nie ma chyba, że Liz i Ann. No a ni mogę iść z nim do "domu" bo wtedy miałby kłopoty.
- Yhmmm... Jakieś 15 minut. Ale wiesz.. nie musisz mnie odprowadzać. 

*12 minut później*

- Jesteś taka piękna. Taka śliczna. Taka dobra.
- Nie mów tak, nie znasz mnie do końca. - czułam jak się rumienię.
- Panno Horan, chcę cie teraz pocałować.



-----------------------------------------------
Przepraszam was za tą przerwę w fanfiction, ale jakoś tak wyszło.
Powiem tylko tyle, że zbliżamy się do końca, a nawet jestesmy bardzo blisko.
Ale proszę sie nie martwić, mam juz pomysł na następny ff :)

niedziela, 21 grudnia 2014

;(

Przepraszam was bardzo, ale śpiąc zarypałam nogą w laptopa i ulamalam ekran.... Cała ja... No i nie mam.na czym.pisać do czasu aż rodzice zrobią wszytsko przy moim nowym komputerze.    Jedna fajna rzecz w tym wszystkim to tk że laptop może się uda naprawić i będę miała 2 urządzenia do pisania :) na 55, przepraszam, ale musicie jeszcze poczekać :(

Pozdrawiam was i życzę szczęśliwych świat <3

niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 54



Rozdział 54

Maddie’s POV

Obudziłam się na łóżku. Niall leżał obok mnie. Leżeliśmy na małym łóżku szpitalnym, całkowicie nadzy, a ja byłam podpięta do aparatury. Obróciła się w bok także leżeliśmy twarzą w twarz.


- Było wspaniale. – powiedział z zamkniętymi oczami.
- Wystraszyłam się idioto! – zaśmiałam się. – Dla mnie też było wspaniale.
- Przyniosę nam tabletki. – stwierdził poczym wygrzebał się z pod kołdry i ubrał bokserki.
Wstałam i podeszłam do małej komody. Nie było tam ani jednej mojej koszulki, ani jednej pary spodni. Usiadłam na podłodze i oparłam się o ścianę. Nie miałam się w co ubrać a byłam całkowicie naga! Na zegarku wyświetlała się godzina 10:13. Oznaczało to, że za 17 minut przyjeżdża Zayn, Harry, Perrie i Lucy a ja siedzę na podłodze całkowicie naga.
- Niall?! – krzyknęłam. – Gdzie są moje ubrania?!
- Skarbie nie mam pojęcia! – krzyczał z dołu. – Ale…Lucy robiła jakieś porządki. Zadzwonić do nie?
- Sama to zrobię! – krzyknęłam i zeszłam na dół. Na blacie w kuchni leżał telefon. Chwyciłam go i wybrałam „ Ta odrobienia dobrze Harremu ”. Chyba się jeszcze nie zorientował, że Lu jest w ciąży i za niedługo stworzą rodzinę.
- Hej. – odezwała się.
- Hej Lu. Mam do ciebie pytanie. Gdzie są moje ubrania?
Niall stał obok mnie i robił nam śniadanie, ale po tych słowach oderwał wzrok od warzyw położonych na desce, i zerknął na mnie jakby chciał się upewnić czy z tego co on zrozumiał stoję tutaj naga. Odłożył nóż, podszedł do mnie i przygryzł wargę. Lucy mówiła coś do mnie, ale je w ogóle nie słuchałam. Usłyszałam tylko „wywaliłam wszystkie”, ale jakoś mnie to nie interesowało. Odłożyłam komórkę na blat, nawet się nie rozłączając. Niall zrobił krok do przodu tak, że staliśmy dotykając się brzuchami. Złapał mnie w biodrach i pocałował. Zsunął rękę z moje biodra i zaczął zataczać we mnie kółka. Przygryzałam wargę i odchylałam głowę do tyłu.



- Halo? Jesteś tam? – mówiła Lu do telefonu, ale ją olałam i rozkoszowałam się chwilą.
- Niall..- szeptałam.

*6 minut później*


- Kurwa dlaczego przyszła wcześniej? – powiedziałam do Nialla bardzo cicho.
- Nie wiem, leć n górę do łazienki i weź ręcznik. – szeptał.
Nagle do kuchni weszła Lu z ręką na oczach.
- Spoko, nie macie się co starać. Słyszałam was wczoraj, bo zostałam dłużej.
Niall zakrył mnie swoim ciałem.
- Gdzie są moje ubrania Lucy?
- Łap. Resztę przywiozę później. – rzuciła w Niall’a czymś czarnym. Wyszła i poszła do salonu.
- Idę na górę, ubiorę się i się przejdziemy.

*15 minut później*



Narzuciłam na siebie lekki makijaż i ubrałam sukienkę była naprawę ładna.


*9 godzin później*

- Było wspaniale, dziękuję. – schyliłam się i zaczęłam zdejmować szpilki, teraz trochę żałuję, że nie ubrałam balerin.
Niall złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą na górę.
- Jestem bardzo zmęczona. – powiedziałam i zaczęłam zdejmować kolczyki.
- Kłamczucha. – zaśmiał się i odgarnął mi włosy z pleców poczym zarzucił na ramię.



*25 min później*

Doprowadzaliśmy nasze oddechy do normalnego tempa. Wtuliłam się w jego tors i usnęłam. Pierwszy raz od jakiegoś czasu spałam bez „kabli”.

*następnego dnia, rano*

Lucy’s POV

- Harry!!! – krzyczałam i jęczałam jednocześnie.
- Spokojnie kochanie. – już niedaleko.
Jechaliśmy do szpitala. Miałam mieć poród w domu, w wannie, ale mała/mały postanowił, że wyjdzie wcześniej. Byłam przerażona.
- Harry!!!
- Już, już spokojnie. – jedną ręką gładził mają o drugą kierował.

Harry’s POV

*30 min później*

Czekałem na holu w szpitalu, aż pielęgniarka powiadomi mnie, że mogę odwiedzić moją narzeczoną. Co prawda w szpitalu udawałem jej starszego brata bo Louis i Sus przywieźli nam złe fałszywe dowody osobiste, dlatego kurwa musiałem siedzieć na jebanym holu.
- Stary nie stresuj się. Będzie wszystko okey. – mówił Lou
- Właśnie Harry, Lu z wszystkim sobie poradzi. – potwierdziła Sus.
- Aaaa! – wydostał się krzyk z Sali porodowej.
Louis i Susan zerknęli po sobie i wytrzeszczyli oczy.
- Aaaa! – krzyczała.
- Kurwa mać, co tam się dzieje?! – powiedziałem.
Siedziałem na niebieskich krzesełkach i trzymałem w rękach, które bardzo mi się trzęsły, 2 ubranka: niebieskie i różowe, ponieważ nie byliśmy pewni czy to będzie dziewczynka czy chłopczyk. Do oczy napłynęły mi łzy. Nagle usłyszałem:
- Panie Parker, chce pan zobaczyć siostrzenicę i siostrzeńca?
Na ostatnie słowa zamarłem. Bliźniaki.
- Ma pan kilka minut, ponieważ zaraz bierzemy je do inkubatorów.
Wszedłem na salę i podbiegłem w stronę łóżka. Lucy trzymała dwa przepiękne dzieciaczki. Nachyliłem się nad nią i pocałowałem ją w czoło.
- Michael i Ann? – spytałem na potwierdzenie. Ona tylko kiwnęła głową a z jej pięknych, brązowych oczu poleciały łzy szczęścia.
- Są takie piękne. – wyjąkała.

*w tym samym czasie w „domu”*

Maddie’s POV

- Niall gdzie są wszyscy? Nie powinno ich już tu być? W końcu jest 11. – spytałam jeszcze troszkę zaspana.
- Pojechali do szpitala. Lucy rodzi.
- Jak to?! Przecież to dopiero 7 miesiąc!
- Wiem, wszystkich to zdziwiło. Czekam na sms od nich co tam u Lu. – stwierdził i odwrócił swój wzrok z powrotem na telewizor.


 Poszłam do toalety i zdjęłam spodnie. Zdziwił mnie widok białej podpaski.
- Spóźnia mi się już 3 dni. – mruknęłam do siebie.


Wtedy pomyślałam o czymś co zwaliło mnie z nóg i musiałam usiąść na toalecie.
Chwyciłam za telefon i wybrałam kontakt.
- Hej, Perrie, wiem, że jesteś w sz[talu z Lu…
- Nie, ja nie jechałam bo się źle czuję. – przerwała mi. – Mam gorączkę i w ogóle.
- To jeszcze lepiej! Zrobiłabyś coś dla mnie? Musisz jechać do apteki…

*30 min później*

Siedziałam na krześle w kuchni i uderzałam rękami w uda.
- Na pewno dobrze to..
- Przestań, tego nie idzie zrobić źle. – odpysknęłam Perrie. – Sorki, ale jestem bardzo zdenerwowana.
- Rozumiem.
- Długo jeszcze? – pytałam dalej klepiąc w uda.
- Już czas. Popatrz!
Zastanawiałam się chwile i wyciągnęłam rękę do Perrie.
- Ty to zrób. – powiedziałam i dźgnęłam ją paznokciem.
- Na pewno? – spytała, a ja kiwnęłam znacząco głową. – Wiec…
- Perrie kurwa to nie jest teleturniej w tv! Mów! – wydarłam się.
Spojrzała na mały przyrząd i powiedziała:
- Niestety. Przykro mi.
Zerknęłam na nią i przestałam uderzać w uda.
- Oł… Byłam pewna, że… - wzięłam głęboki oddech. – To głupie, nawet nie byłam pewna czy chciałabym być w ciąży w wieku 19 lat. Ale…. Ale jakoś tak dziwnie… Bo myślałam, że tak będzie. – wstałam ze stołka i nie wiedziałam, w którą stronę iść, żeby nikt nie widział jak płaczę.


- Maddie, spokojnie. – przerwała i zawołała – Niall! Bądź tak miły i przyjdź do kuchni!
Słyszałam jak Niall idzie do kuchni. Zakręciło mi się w głowie, więc postanowiłam, że usiądę.
Niall wszedł do kuchni i zerkął pytająco na Perrie.


- O co chodzi? – stał w drzwiach i marszczył brwi. – Madd czemu płaczesz?
- Niall..ciii.. Maddie, - zwróciła się o mnie. – Nie wiedziałaś co czujesz, ale teraz już wiesz. Wiesz co czujesz bo cię okłamałam. Jesteś w ciąży!


----------------------------------------------
Przepraszam, że kazałam wam tak długo czekać na ten rozdział
ale ten cholerny remont.. grrrr... No ale 54 już jest :)
Oł oł oł Maddie jest w ciąży! Łuhu!!! ;D
Komentujcie i piszcie jak wam się podoba :)

piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 53




Maddie’s POV

- Emmm… Harry co ty robisz? – mówiłam dalej cała zapłakana i wyrwana z moich myśli. –
To nie jest dobry pomysł.
Po moich dziwnych myślach, zrozumiałam, że jeden fałszywy ruch, w tym przypadku pocałunek w szyję, może zepsuć wszystko, w tym przypadku skończy się w łóżku i zepsuje moją miłość do Niall’a, i wzajemnie, jak i zepsuł by miłość Harrego do Lucy, i wzajemnie.
Ta retrospekcja z całowaniem się z Harrym, zaczynająca się na pocałunku w szyję kończąca się w łóżku spowodowała, że zaczęło mnie to brzydzić, tak jakbym miała przespać się z bratem.
- Przepraszam. Myślałem, że… - jąkał się.
- Nie ważne. – powiedziałam z łzami w oczach, a on odsunął się ode mnie i usiadł z powrotem na łóżko.
- Nienawidzę cię. – rzuciłam nie wiedząc co powiedzieć i wstała z fotela. – Jak mogłeś mi to zrobić?! – krzyczałam po nim.
Poszłam szybko do toalety i wytarłam zły. Zeszłam na dół udając, że jest wszystko okey a te wory pod oczami to przez to, że rzygałam.

*wieczorem*

Siedzieliśmy razem w salonie i patrzeliśmy na „Gwiazd naszych wina”. Nie płakałam, ponieważ widziałam ten film sto razy, ale naprawdę chciało mi się płakać. Obok nas siedziała Susan i Lou, przytuleni i wpatrzeni w telewizor. Ja wciąż była przygnębiona tym co powiedział mi Harry. Nie umiałam uwierzyć, że przez niego się to stało. Czuję się z sobą okropnie wiedząc, że mnie zgwałcił. Czuję się taka brudna. Nie umiała oswoić się z tymi myślami. To wciąż było dla mnie takie obce, takie inne i smutne.
Nagle wstałam z kanapy i skierowałam się w stronę łazienki.
- Gdzie idziesz? – spytał czule Niall
- Wziąć prysznic.

*25 minut później*

Myłam dokładnie całe swoje ciało mając nadzieję, że to jakoś pomoże. Płakałam i trzęsły mi się ręce. Chciałam, żeby to piętno ze mnie zeszło, żebym niczego nie musiała pamiętać.
Odgarnęłam włosy i sięgnęłam po szampon.
- Musi boleć. – powiedział i otworzył drzwi z kabiny prysznicowej.
- Co? Nie rozumiem.
Nie odpowiedział tylko podszedł i przykucnął za mną patrząc na moje udo. Widok jego mokrego podkoszulku był bardzo seksowny. Odłożyłam szampon i odwróciłam się do niego przodem.
- Nie patrz na to. Nie patrz na tę ranę.
On podniósł się i zdjął podkoszulek. Myliłam się, widok jego mokrych mięśni jest seksowny. Zdjął również spodnie i bokserki. Staliśmy przed sobą całkowicie nadzy i patrzeliśmy sobie głęboko w oczy poczym chwycił mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
- Jesteś najpiękniejszą istotą na świecie. A to.. – pojechał ręką w dół i zatoczył kółko wokół blizny. – To nie jest ważne. Nie pamiętaj tego, nikt ci nie każe.
- Jesteś najpiękniejszym człowiekiem na ziemi. – Zsunęłam rękę z jego szyi i poklepałam go palcem po klacie. – Ale tam.
- Czyli na zewnątrz nie? – zaśmiał się. – Ty mała nagusko!
Schylił się i podniósł mnie.





- Chcesz? – zapytał z małym uśmieszkiem.
- Tak. Kocham cię. – wyszeptałam. - Ale proszę delikatnie. – dodałam.

Niall’s POV

Zrozumiałem, że odważyła się na to dla mnie. Wiem, że gwałt to coś okropnego, ale jej wysiłek abyśmy byli szczęśliwi, abym ja był szczęśliwy, jest powalający. Nie wiedziałem, że ze wszystkim sobie tak dobrze poradzi.




Przychyliłem się do niej i złożyłem kilka delikatnych pocałunków na jej obojczyku.

Maddie’s POV

Trzymałam moje ręce na jego czyi i kręciłam blond włoskami. Byłam cała spięta. Rozluźniłam nogi wokół jego pasa i spuściłam w dół. On chwycił mnie w pasie i przyciągnął jeszcze bardziej do siebie. Oparliśmy się o jedną ze ścianek kabiny prysznicowej. Opierałam się o zimną ścianę, a Niall pieścił moje piersi. Przymknęłam oczy i przyśpieszyłam tępo oddychania. On co raz niżej całował mnie po brzuchu. Nagle po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Jęknęłam i podniosłam się na palcach. Muskał moją waginę swoimi ciepłymi ustami. Jego ręka wędrowała po moim udzie aż powoli wsadził mi jeden palec. Zaczęłam nerwowo bawić się palcami i wyginać do tyłu. Dołączył drugi palec a ja zaczęłam nerwowo dyszeć i po ciuchu piszczeć i pojękiwać.
- Niall… – wydyszałam. Wyjął ze mnie palce i włożył je do buzi.
- Mhhmm… Tak dobrze smakujesz. – oblizał je i wstał.
Zaczął składać pocałunki na całej linii mojego biustu. Chwyciłam Ga za brodę i pocałowałam.


Moje ciało przechodziły przyjemne dreszcze. Ciągle włączony prysznic nie przeszkadzał nam, a wręcz przeciwnie czułam się bardziej odprężona. Wszedł we mnie powoli i zaczął powoli ruszać biodrami. Wyginałam się na wszystkie strony i jęczałam z podniecenia. Co chwilę przygryzałam wargę.
- Kocham cię. – mruknął mi na ucho.
- Ja… - przerwał mi jeden mocniejszy ruch. – Ja ciebie też.
Mruczałam i a z moich oczy wydostała się samotna łza.
- Niall…już. – wydyszałam.
On doszedł zaraz po mnie. Wyszedł ze mnie i przytulił mnie mocno.
- Nie myślałem, że z wszystkim sobie poradzimy.
- Nie myślałam, że kiedykolwiek będę tak szczęśliwa.




------------------------------------
HAHAHA XD
Pewnie każdy dał się nabrać, że Maddie i Harry.. noo.
Hahahha :)
Lecę pisać 54 :*
Czekam na komy, to bardzo motywuje :)

środa, 10 grudnia 2014

Rozdział 52



Rozdział 52

Maddie’s POV

Siedzieliśmy przy stole i jedliśmy razem obiad. Było bardzo rodzinnie ponieważ byliśmy wtedy wszyscy razem. Ja obok Niall’a, Lu obok Harrego (naprzeciwko nas), Zayn obok Parrie, Lou koło Susan i Ally obok Liam’a.
- Mmmm… Naprawdę dobre Perrie, powinnaś częściej robić obiady. – pochwalił Lou. – Super!


- Właściwie…- przerwała Perrie


- To ja gotowałam. – odezwała się Lu i uśmiechnęła się.
Wtedy poczułam takie motylki w brzuchu. To było takie rodzinne i miłe. Ale poczułam też coś innego.
- Ałć! – jęknęłam.
Harry spojrzał na mnie i powiedział po cichu „Musimy porozmawiać”.
- Co się stało? – spytał Niall
-Yhhhmm… coś mnie ugryzło. – skłamałam i dopiero potem zorientowałam się jaki nonsens powiedziałam.
 Ally mówiła to jak Liam się jej zaręczył. Spojrzałam w trakcie jej monologu na Niall’a i uśmiechnęłam się. Jak mogłam myśleć, że to on jej się oświadczył.
Harry ciągle kopał mnie w łydkę. Minę miał bardzo dziwną. Był strasznie smutny i wpatrywał się w talerz, w którym grzebał widelcem, i którego prawie nie zjadł.
Spojrzał na mnie i znów powiedział po cichu „Musimy pogadać”. Tym razem Niall chyba to usłyszał i spojrzał na niego, podnosząc oczy znad talerza, potem na mnie i znów na niego.
- Harry coś, źle wyglądasz. – wtrącił Niall, próbując się czegoś dowiedzieć.
- Wydaje ci się. – odburknął nie mile Harry.
Od jego kopania w moją łydkę bolały mnie mięsnie dla tego postanowiłam, że muszę odejść od stołu i z nim porozmawiać, mimo tego, że bardzo się tej rozmowy bałam.
- Przepraszam. – wstałam szybko od stołu i wybiegłam z jadalni zasłaniając usta i udając, że mam odruchy wymiotne.
Podczas wstawania od stołu kopnęłam z całej siły Harrego. Pobiegłam na górę i czekałam aż przyjdzie Hazz. Miałam nadzieję, że nie odezwie się w Niall’u ta urocza zazwyczaj strona, która karze mu się o mnie troszczyć.

Harry’s POV

Zerknąłem na Lu czy się nie połapała o co chodzi. Na szczęście po jej minie widać było tylko zaskoczenie z powodu nagłego odejścia od stołu Maddie.
- Pójdę sprawdzić czy.. – nie pozwoliłem skończyć Niall’owi
- Spoko, siedź i tak miałem iść do toalety. Sprawdzę przy okazji czy wszystko ok.
Na początku jego mina była dziwna jakby coś podejrzewał, ale kiwnął tylko i wsadził do buzi następny kęs.
Zerwałem się od stołu i poleciałem na piętro.
- Chodź, do twojego pokoju. – wymamrotałem do niej.
Posłusznie poszła za mną i usiadła na czerwonym fotelu, a ja naprzeciwko jej na łóżku.
- Co jest tak poważną sprawą, że musiałeś przerwać mi obiad? – zażartowała i uśmiechnęła się ale mi nie było do śmiechu.
- Maddie muszę ci coś wyznać, myślałem, że będę w stanie to w sobie ukryć, ale nie umiem…

Maddie’s POV

- Łołołoooł…. Zwolnij. Harry jeżeli chcesz mi powiedzieć coś czego nie powinnam słyszeć, nie mów tego. – zaprotestowałam bo rozmowa szła w dziwnym kierunku, według mnie.
- Nie Meeg, właśnie o to chodzi, że powinnaś to wiedzieć.
Spojrzał na podłogę nachylił się w moją stronę, ręce podparł o kolana, a twarz zakrywały mu już lekko zbyt długie włosy.
- Kiedy ciebie nie było… – przerwał na chwilę zastanawiając się co powiedzieć. - Nie, nie umiem.


Spuścił głowę w dół i zastała cisza.
Nie umiałam jej zdzierżyć wiedząc w dodatku, że na dole czeka na mnie przepyszny obiad odezwałam się:
- Powiedz mi. Proszę.
Podniósł głowę i szybko powiedział, że „To jego wina”. Nie wiedziałam o co mu chodzi więc dopytywałam.
- Co jest twoją winą? Co zrobiłeś.
- Raczej czego nie zrobiłem. – na słowo nie zagryzł mocno szczękę.
Wtedy w ogóle nic nie rozumiałam. Rzucałam mu pytające spojrzenia, ale on nie raczył obdarzyć mnie odpowiedzią.
- Harry mów co chcesz bo inaczej idę! – odważyłam się podnieść głos.

Harry’s POV

- Dobrze już, dobrze. – wziął głęboki oddech. – Kiedy ciebie nie było i byłaś u Bieber’a on nas ostrzegł. Powiadomił nas.
- Przed czym ostrzegł? O czym powiadomił? – dopytywała.
- Przed tym co się stanie. Przed tym co nie musiało się stać.


Widziałem, że dalej nie rozumie ale nie nie wiedziałem jak to delikatnie powiedzieć. Postanowiłem, że żadnych delikatności ona i tak przez mnie znienawidzi.
- Przed gwałtem.


Na początku nie zorientowała się o co mi chodzi. Dopiero jak w głowie przeanalizowała wszystkie słowa doszło do niej co powiedziałem.
- Ja-ak t-oo? – dławiła się słowami.
- Dostaliśmy list. Znaczy dostaliśmy wszyscy ale widziałem go tylko ja.

Maddie’s POV

Próbowałam wydusić z siebie jakiekolwiek słowa, ale otworzyłam tylko usta i nic nie powiedziałam.
- Napisał nam, że chce okupu ale byłem pewien, że znowu jakiś idiota, z którym wygrał Niall na wyścigach rzuca się o kasę. I….
- I?! – niemal krzyknęłam.
- I spaliłem ten list. Nie chciałem, żeby ktoś go zobaczył z przede wszystkim Niall. Nie mógł się dowiedzieć bo na pewno znowu by się od początku to wszystko działo. – zsunął się z kanapy i przykucnął przy fotelu miedzy moimi nogami. Patrzył mi głęboko w oczy. – On ył by przez pewien czas szczęśliwy, ale ty byś znowu odeszła i jego depresja zaczęła by się na nowo, a był już prawie zdrowy.


- Jak ty mogłeś? – wyszeptałam prawie niesłyszalnie. – To przez ciebie on… Ja to wszystko pamiętam Harry. Pamiętaj jak mnie gwałcił, pamiętam jak wbił mi nóż w udo, pamiętam ten ból.


Nagle poczułam jego oddech na mojej szyi. Uspokoiłam się i zamknęłam oczy.


- Co my robimy? – wyszeptałam, nie przejmując się tym naprawdę i zajęłam się zdejmowaniem jego koszulki.


Sama zrzuciłam z siebie szybko swoją.


 ------------------------------------------
O.Mój.Boże. Oni... Oni się całują! O boszzz....
Piszcie czy podobał wam się rozdział i jak widzicie 
dalsze losy bohaterów :)
I bardzo przepraszam, że tak późno, ale
nie miała czasu. Aha! Nie wiem, nie jestem pewna
53 może pojawić się dzisiaj, albo jutro.
Komentujcie to motywuje ;D

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 49



Maddie’s POV

Zerwałam się z łóżka. Od razu pożałowałam, zaczęło kręcić mi się w głowie. Stałam chwilkę z zamkniętymi oczami. Gdy je otworzyłam. Widziałam ciągle klęczącego Niall’a.
- Co?!

Widziałam jaką zrobił w tym momencie minę, dlatego wtedy miałam zamknięte oczy. Odwróciłam głowę w bok i zerwałam z siebie koszulę szpitalną.
- Patrz! Patrz! Widzisz to! Chcesz taką mnie pamiętać?! Bo będziesz musiał. – z każdym wypowiedzianym słowem pokazywałam wysypkę, stałam przed nim całkowicie naga, a on patrząc na mnie marszczył nos.





- Nie mów, że takiej mnie pragniesz! – krzyczałam co chwilę wypuszczając partię łez.
On wstał, czerwone pudełeczko położył na łóżku, podszedł do mnie i wpatrywał się w parędziesiąt różowych kropek.
- Przepraszam. Ja… Przepraszam.


Odsunął się ode mnie i wyszedł  pokoju.

Niall’s POV

Jak mogłem być taki głupi! To moja wina. To ja ją skrzywdziłem, przeze mnie ma te zesrane AIDS! To przeze mnie ona…Nie! Nie przyjmuję tego do wiadomości.
Stałem już na dole tyłem do schodów. Odwróciłem się i postanowiłem, że to zrobię jeszcze raz. Musiałem z nią pogadać. Prawie na końcu schodów usłyszałem ten straszliwy dźwięk. 

https://www.youtube.com/watch?v=vQ69aBqlSWY 




 -------------------------------------------------------
Ten dźwięk oznacza zatrzymanie akcji serca
czyli.... śmierć. 
Nie będę nic wielce pisać tylko 6 komów
następny czyli 50 rozdział.

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 51



Rozdział 51

Maddie’s POV

*przed obiadem, sesja*

Tak, i tak, i… tak. Jestem na sesji. Nie, i nie, i… nie. Chciałabym, żeby to była sesja zdjęciowa, ale NIE. Siedziałam na sofie w moim starym pokoju, a Ally naprzeciwko mnie. Siedziała z kartką w ręce i wypytywała mnie o różne rzeczy. Było mi łatwo odpowiadać, ponieważ była prawie, PRAWIE, dla mnie obca, ale irytowała mnie słowami „Pani Horan”.
Aghhhrgrhh…. Jeszcze się nie przyzwyczaiłam, ale wiem, że w pewnym momencie robiła to specjalnie.
- Pamiętasz moment kiedy straciłaś dziecko? – nie wiem, jak ona umiała to tak łatwo powiedzieć ponieważ ja przy odpowiedzi strasznie się jąkałam.
- Nie do końca, bo zemdlałam.
- Żałujesz?
- Nie jestem pewna. Wtedy pogodziłam się z tą myślą, ale teraz wiem, że mogło by być gorze gdyby ono było na świecie. – powiedziałam poczym wzięłam głęboki oddech, starając się nie omdleć przed nią.
- Kiedy od niego odeszłaś co czułaś? – mówiła z miną profesjonalnego psychologa
Zakręciło mi się w głowie i wyszeptałam:
- Ally, proszę, nie chcę.
- Dobrze. A jak się czujesz z brzemieniem, które nosisz.
- Źle, bardzo źle. Możemy już skończyć?
- Maddie, wiesz, że robię to po to żebyś nie zwariowała. Nie bądź małym dzieckiem.
- Nie chciałam mu robić krzywdy. Wiem jaka jest moja historia i jaka będzie. Nie chciałam mu tego robić. – napłynęły mi łzy do oczu.
- Ale…? – spytała Ally
- Ale jestem egoistką i nie umiem bez niego żyć. Dlatego tu teraz jestem i siedzę przed tobą, ponieważ… - tu zwolniłam tępo mówienia. – chcę być z nim mimo tego jaka jestem.
- Jaka jesteś? – znowu… Bawiła się w psychologa mimo tego, że znała odpowiedź.
- Chora.
- Na co? – Kurwa. Mać.
- Wiesz.
- Powiedz to.
- Na AIDS. Jestem chora na AIDS. Fiuuu…. Ale mi ulżyło mogę już iść? – zapytałam z ironią. Ona tylko popatrzała na mnie z ukosa i już znałam odpowiedź.
- A Justin?
- Nie znam go. – kłamstwo. Ja go nie chciałam znać.
- Mężczyzna, którego Niall zabił na twoich oczach.
- Nie pamiętam nic takiego. – kłamstwo. Ja nie chciałam pamiętać.
- Cóż… - westchnęła wiedząc, że kłamię, ale że tak łatwo się nie poddam. – No to idziemy na obiad.
Wstałam z sofy. Gdy otworzyłam drzwi zobaczyłam opartego o ścianę Harrego.
- Musimy pogadać.



Ally wyszła z pokoju i poszła do salonu.
- To może po obiedzie? – spytałam i zrobiłam krok naprzód.
- Nie! Maddie to jest ważne. – chwycił mnie za rękę i pociągnął do siebie. – Musimy o tym pogadać.
W mojej głowie kłębiło się wiele dziwnych, nawet bardzo dziwnych myśli, byłam pewna, że to jest naprawdę pilne, ale nie dobre. Wyczuwałam, że to co che mi powiedzieć nie jest dla mnie dobre. Na całe szczęście gdy tak staliśmy blisko siebie w korytarzu, Niall wyszedł z kuchni i podszedł do nas. Ja automatycznie odskoczyłam od Harrego i chwyciłam Niall’a za rękę.
- Jestem strasznie głodna. Co dzisiaj jest na obiad?

-----------------------------------
Uuuu... Czego Hazz może chcieć od Meeg?!
Jak myślicie? Chcecie 52 rozdział?
Jeżeli tak to wiecie komentujcie to bardzo motywuje :*
Przepaszam ale 52 będzie jutro!

Rozdział 50



Rozdział 50

- KURWA! Pomóżcie!!! – krzyczałem na cały głos dobiegając do drzwi. Jednym kopem wyjebałem drzwi. I gdy już miałem schylić się ku podłodze i zacząć ją ratować, stałem wryty w drzwiach.
- Nie odchodź ode mnie. Nie wychodź. Zostań ze mną. Na zawsze.
Otworzyłem tylko szeroko usta i zastanawiałem się czy ja zwariowałem i czy mam omamy, czy to co widzę przed sobą to prawda.  
- Tak. Możesz.
Stała tak po prostu przede mną, już nie nago, i czekała na moją reakcję.
Zanim przekalkulowałem wszystko w głowie i domyśliłem się co „mogę”, ona podeszła do mnie z czerwonym pudełeczkiem w ręce i powiedziała:
- Proszę załóż.
Nigdy wcześniej nie byłem tak szczęśliwy. Wybuch radości na mojej twarzy uświadomił mi, ze tak chcę żyć, póki się da. Przeniosłem wzrok na monitor.



- Nigdy więcej tak nie rób, ok? – powiedziałem z uśmiechem i jeszcze odrobiną strachu
- Tak. Przepraszam.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.
Te słowa, a raczej w jaki sposób je powiedziała sprawiły, że nie pragnąłem niczego więcej niż samej jej.

Maddie’s POV

Pomysł z szybkim odpięciem siebie od aparatury był bardzo dobry. Udowodniłam soma sobie, że nie znajdę nikogo lepszego od niego. Kocham go i chcę z nim być do póki będę umiała.
- Założysz? – powiedziałam i skinęłam na pudełeczko.



Nie odpowiedział tylko uśmiechnął się, chwycił moją rękę i wsunął pierścionek na palec.



- Obiecaj, że nie będziesz o tym myśleć.
- O czym? – wiem, że znał odpowiedź tylko chciał usłyszeć to z moich ust.
- O nas. O mnie. O tym co będzie się dziać.
- Wiesz, że to nie możliwe.
- A jednak. – odpowiedziałam powstrzymując łzy. – Udowodnij mi, że dobrze zrobiłam, że ta decyzja jest dobra, że nie będę cierpieć, a raczej, że ty nie będziesz.
- Postaram się. – podszedł do mnie, chwycił w pasie. – Nie pozwolę na to.
Tak właśnie powiedział to o czym tak bardzo nie chciałam myśleć. Jedyne co było dobre to to, że wiedział. Wiedział co się stanie i jak.

*wieczór*

Siedziałam na kolanach mojego księcia i bawiłam się jego włosami.
- Porozmawiajmy, tak szczerze. – wyrwał mnie z moich przemyśleń.
- Dobrze. O czym chcesz rozmawiać? – powiedziałam niepewnie
Chwycił mnie za rękę i wpatrywał się w pierścionek.
- Dlaczego David z tobą zerwał? – mówił nie odrywając wzroku od mojej dłoni
- Naprawdę? Nie mamy innych rzeczy do obgadania?
- Powiedz. – nalegał.
Wzięłam głęboki oddech.
- Myślałam, że David mnie zdradza z koleżanką z jego biura. Postanowiłam, że umówię się z nią do klubu i porozmawiamy. Upiłam ją i zaczęłam wypytywać o to jak jest między nią a Davidem, powiedziała, że ostatnio uprawiali gorący seks. – na te słowa czułam jak jego ciało się spięło. – Emm… Pomyślałam, że odwiozę ją do jej domu i znajdę sobie jakiegoś faceta. Nie znalazłam. Pojechałam do Charlie’go. Przegadaliśmy całą noc, mówiłam mu co zrobił mi David. O 12 w nocy przyszedł Patric, jego chłopak, i doradził mi żebym rano udawała, że nigdzie nie byłam i wiesz takie jak w filmach jak ktoś kogoś zdradza. Rankiem pojechałam do domu i niby to przypadkiem strąciłam szklankę z stolika nocnego. Pokłóciliśmy się. Powiedział, że nie przespał się z Sophia tylko ona to zmyśliła, a ja nie miałam odwagi przyznać się, że również go nie zdradziłam. A następne rozdziały już znasz.
- W twoim życiu pojawia się przystojny… nie, niezwykle przystojny niebieskooki blondyn, który zawraca ci w głowie. - powiedział
Oboje wybuchliśmy nieposkromionym śmiechem. Wtedy pomyślałam, że chciałabym widzieć nas za 30 lat, siedzących obok siebie i śmiejących się. Uśmiech z mojej twarzy znikł.
- Uuuu… Co ty się dzieje? – powiedział Harry.
- Cześć. Co tam? – zapytałam i jakoś od razu się uśmiechnęłam na jego widok. Wiedziałam, że na tych osobach zależało mi najbardziej.
- Dobrze, ale trochę się zmieniło.
Wtedy przez drzwi weszła Lu. Tak się za nią stęskniłam.
- Hej! – mówiłam jeszcze normalnie. - HEJ! CO TO?! TO?! O BOŻE!
- Cieszysz się?
- Bardzo! Matko, to.. to jest niesamowite. – zaczęłam ciężej oddychać na widok delikatnie wypchniętego brzucha.
- O! Co ja widzę?! Ładny. – złapała mnie za rękę.
Zaczęłam szybko mrugać i ciężej oddychać a moja dłoń trząść się tak, że prawie nie przewróciłam kucającej przy fotelu Lu.
- Maddie? Wszystko okej? – zapytał czule Niall
- Taa… - coś w gardle nie pozwoliło mi dokończyć.
Wstałam szybko, ale nie zdążyłam wyjść.



Wyprostowałam się i spojrzałam na resztę.
- Przepraszam. – wyszeptałam.
- Lu, Harry, idźcie może no dół. Meeg powinna się już położyć.

--------------------------------
Fiuuu całe szczęście Maddie żyje!!!! W rozdziale 48
bardzo ciężko zastanawiałam się nad jej losem ale postanowiłam,
że 49 będzie tak jakby umarła a w 50 jednak nie :)
Pewnie czekacie na 51 więc lecę pisać
Czekam na wasze opinie w komach
4 komy i dodam jak napiszę :D

Rozdział 48



https://www.youtube.com/watch?v=kxVUee4WsoA (zacznij czytać od momentu kiedy będzie śpiewać)

Maddie’s POV

- Znaczyyy… - nie wiedziałam co mam powiedzieć. Czułam, że w tym momencie narastają kłopoty. Musiałabym w tym momencie wszystko tłumaczyć. Znowu chcę uciec, nie umiem patrzeć mu w oczy. To co mu zrobiłam było złe, ale wiem, że to co zrobię po zostaniu z nim będzie gorsze.
- Madd… - mówił zdrobniale. – Połóż się. Porozmawiamy później.
Co?! „ Porozmawiamy później”?! On ma mi coś do powiedzenia czy może wyczuł, że ja coś ukrywam?! Boję się. Nawet nie wiedziałam kiedy usnęłam.

*30 minut później*

Zaczęłam się przebudzać.
- Zostań. Nie wychodź. – wyszeptałam widząc że wstaje
- Na pewno?
- Na pewno. Niall? Proszę usiądź obok mnie.
Położył się obok mnie uważając aby nie pozrywać „kabli” od aparatury.
- Nie było cię. – stwierdził zatroskany.
W jego głosie wyczułam ten żal do mnie, którego tak bardzo się bałam. Wyczułam ten ból, który tym zdaniem mi przekazał.
- Niall… Bo tak nie może być. Wiesz, że … Nie umiem tego wytłumaczyć! – oparłam głowę z powrotem o poduszkę i zamknęłam oczy. Tak nie musiałam patrzeć na niego.
- Niall bo ja… ja miałam innych. Uprawiałam z nimi seks. Mieli być tobą, mieli mi ciebie zastąpić. – nie widziałam jego reakcji, nie chciałam otwierać oczu. - Bo ja nie umiałam zapomnieć, dlatego bo to ciebie chciałam, ale już cię nie było. Bo taka była decyzja żeby cię nie ranić, była dobra, a teraz jestem znowu tutaj. I cię zranię, bo nie umiem tego powstrzymać. To samo się tak dzieje, a ja mogę tylko czekać. Byłeś tak daleko. Nie było cię, a ja nie jestem odpowiednia dla ciebie.
- Nie rozumiem. – stwierdził
- Małżonkowie przy ołtarzu obiecują sobie trzy rzeczy; razem na wieki, w zdrowiu i chorobie i stworzenie rodziny. Nie mogę ci tego zaoferować. Jestem okropna! Jak ja mogę ci to robić!
- Maddie, ty mi wystarczasz taka jaka jesteś. Jesteś silna, jesteś piękna, jesteś dobra.
- Nie, nie jestem. – wybuchłam nieposkromionym płaczem.



Niall’s POV

Z jej pięknych brązowych oczu popłynęła lawa łez. Uświadomiłem sobie czemu odeszła. Nie mogłem uwierzyć, że zrobiła to „dla mnie”.
- Chciałam zastąpić ciebie innymi facetami. Był Grudzień, Styczeń i Luty. Potem wróciłam  bo pragnęłam cię, ale gdy szłam do ciebie porwał mnie i nagrał ten film, a ja cierpiałam. Ja przepraszam… Wybacz. Nie mogę tu być.
- Ciii, spokojnie. – zaczęła strasznie dyszeć po swojej długiej wypowiedzieć. – Grudzień, Styczeń, Luty… A co z marcem?
Meeg ciągle leżała z zamkniętymi oczami, ale na moje pytanie otwarła je szeroko i odwróciła się w moją stronę. Wygrzebałem się spod kołdry. Podszedłem do komody z książkami. Wyciągnąłem jedną. To była jedna z tych książek, która ma schowek. Dwoma krokami podskoczyłam pod łóżko Maddie. Ona pilnie mnie obserwowała. Uklęknąłem.
- Dzisiaj jest pierwszy marca, a więc….- przełknąłem ślinę. – Mogę zostać twoim marcem aż po wieki?

------------------------------------
Pewnie nie umiecie się doczekać odpowiedzi Maddie
dlatego lecę pisać 49 i dodam go jak będą 4 komy :*

Rozdział 47



Niall’s POV

Następnego dnia rano Ally przyniosła mi śniadanie.
- Jesteś uroczy. – stwierdziła. – Nie wierzę, że całą noc nie spałeś nie dlatego, że uprawiałeś seks.
- Weź.
- No co? Jeszcze 6 miesięcy temu rucha… znaczy.. wiesz o czym mówię. – usiadła mi na kolana. – Co jest w niej takiego, że umiała cię zmienić?

Ally’s POV

Nie umiałam uwierzyć, że mój starszy o 12 minut brat znalazł sobie kobietę. Chciałam z nim o tym porozmawiać, wiem, że w dniu kiedy przyjechałam razem z Liam’em jej nie było. Nie chciałam z nim wcześniej o tym rozmawiać mimo tego, ze powinnam. Wiedziałam, że uświadamiając mu największe prawdopodobieństwo mogłabym go zranić.
- To co? Kim ona w ogóle jest? – mówiłam cicho z uśmiechem.
- Ma na imię Maddie. Gdy ją poznałem pracowała w sklepie muzycznym. Potem spotkaliśmy się w klubie. No i jakoś tak wyszło… Przywiozłem ją tutaj i byliśmy razem. Zaszła w ciąże…
Opowiadał o niej jakby mówił o jakimś bohaterze. Widać było, że mu imponuje. Zrobiło mi się strasznie przykro kiedy dowiedziałam się, że mój kochany brat ma HIV, ale kiedy dowiedziałam się, że Maddie ma AIDS – zamarłam. Chciałam szybko zmienić temat.

Maddie’s POV

Czułam, że się budzę. To było jak kac. Słyszałam, że ktoś coś obok mnie szepce. Nie poznałabym gdyby nie słowa „Jest naprawdę ładny.”. Wiedziałam, że jestem bezpieczna, że jestem obok niego. Ale był ktoś jeszcze postanowiłam wsłuchać się w rozmowę.
- A tobie się podoba?
- Oczywiście. Jestem zachwycona.
- A była wystarczająco romantycznie? – mówił głosem Amora
- Tak.
Otworzyłam delikatnie oczy udając ciągle, że śpię. Na kolanach Niall’a siedziała jakaś kobieta. Trzymał ja za rękę.
- Ej! Nie zdejmuj, to przynosi pecha. Chyba nie chcesz, żebyśmy się rozstali. – powiedziała.
Do oczu napłynęły mi łzy. Na jej ręce lśnił pierścionek. Zaręczynowy. Byli parą.
- Maddie? Nie śpisz. – zwrócił się do mnie. Kobieta również na mnie spojrzała. Moje oczy się rozbiegały. Nie wiedziałam no kogo z nich patrzeć.
Zrzucił dziewczynę z kolan. – To jest Ally.
- Cześć. – powiedziała mile. – Już lepiej wyglądasz.
Te słowa mogły oznaczać jedno. Była tu dłużej. Podniosłam się po to by móc stąd wyjść lecz to nie był przemyślany ruch. Zakręciło mi się w głowie tak, że miałam wrażenie, iż cały świat wiruje. Z moich oczu popłynęły łzy. Nie wiedziałam jak mam się zachować.
Wtedy podszedł do mnie Niall i odgarnął moje włosy.
- Cichutko, spokojnie. Jesteś bezpieczna. Tu ci nic nie grozi. – przytulił mnie a ja wtuliłam się w jego tors.

Ally’s POV

Nie wiedziałam co mam robić. Ta dziewczyna płakała, a Niall ja pocieszał. Postanowiłam, że może zrobię tak jak się robi dziecią.
- Cześć jestem Ally. Siostra Niall’a. - na te słowa dziewczyna popatrzała na mnie. Albo ja w tym momencie czegoś nie rozumiałam albo ona. Postanowiłam, ze się do niej uśmiechnę i będę udawać, że ktoś mnie woła. Wyszłam z pokoju i zeszłam do salonu.

Maddie’s POV

- Co się stało? – mówił czule. – Chodziło o Ally? Spoko, ona jest ta dobra. Musiałaś ja z kimś pomylić.
Kompletnie nie rozumiał o co mi chodzi.
- No bo ona ma pierścionek i..i siedziała u ciebie na kolanach, a ja odeszłam. Tęskniłam nie widziałam cię i jeszcze ten mężczyzna, ten film, ty strzelałeś i myślałam, że to twoja narzeczona! – wszystko ze mnie wyszło.
- Dlaczego tak pomyślałaś? – był całkowicie wmurowany.
- Bo ma pierścionek i ty do niej tak mówiłeś. I ona jeszcze była u ciebie na kolanach! A ja… Ja cię kocham!
Trzy słowa za dużo.

-----------------------------------------
HAHAH XD Maddie pomyślała, że Ally to dziewczyna Niall'a!
Hahahha ... Nie powiem nic  tym czemu
"Trzy słowa za dużo" bo o tym dowiecie się w następnym rozdziale  :D
Pozdrawiam wszystkich :*

Rozdział 46




 ---------------------------------------------------------
*SŁOWO OD AUTORA*

„Gwałtownych uciech i koniec gwałtownych
Są one na kształt prochu zatlonego
Co wystrzeliwszy gaśnie”

Nie szanując tego co masz, tracisz wszystko.
----------------------------------------------------------

Niall’s POV

Leżała, delikatnie unosząc brwi. Mówiła coś i uśmiechała się. Siedziałem przy niej opierając się o łóżko. Patrzałem na nią bacznie obserwując i wyczekując momentu kiedy się obudzi. Nie umiałem jeszcze do końca uwierzyć, że po tych 4 miesiącach. Wiedziałem jaką zrobił jej krzywdę. Widziałem jak ją gwałci, ale mimo tego czułem powoli wypełniające moje serce szczęście.

Lucy’s POV

Wpatrywał się w nią jak w coś co dawało mu życie. Pierwszy raz od długiego czasu widziałam jak w jego oczach pojawiło się małe, ale bynajmniej, szczęście. Wystarczyło, że ona była obok, a zaraz w jego płucach pojawiało się czyste powietrze. Życie dla niego wróciło. To było widać w jego oczach, w tym jak się teraz porusza. Wstał i zaczął gładzić ręka jej rumianą twarz. Ja stałam w drzwiach do pokoju szpitalnego. Ich widok spowodował, że zaczęłam myśleć nad tym co będzie dalej. Zayn jakoś przyjął to, że chcemy z Harrym stworzyć rodzinę.  Najgorsze jest to, że dziecko będę musiała brać do pracy co oznacza, że muszę mieć pokój dla niego. Mamy 2 pokoje plus jeden szpitalny. Nie wiem co, ale coś będę musiała wymyślić. Teraz trochę żałuję tego, ale nie umiałabym usunąć ciąży. Jest trudno, przyznaję, i tak, moje życie zmieni się całkowicie, ale nie mogę nikogo za to winić.

Harry’s POV

Siedziałem na dole i wymyślałem imiona dla dziecka. Przeraziła mnie myśl o tym, że mała bądź mały będzie musiał być tu w „domu”. Chcę żeby moje dziecko było szczęśliwe. Nie wiem czy ja będę dobrym ojcem, ale wiem na pewno, że Lucy będzie wspaniałą matką.
- I co masz coś? – spytała Lu
- Nie, nic mi nie przychodzi do głowy.
- Daj sobie spokój. Znajdziemy jakieś ładne pewnie pod sam koniec. – przytakiwałem jej.- Teraz chodź już spać.

*20 minut później*

Postanowiłem się położyć. Miałem jeszcze duże wątpliwości do tego jaki kierunek podejmuję w życiu. Wszedłem do sypialni. Lucy już spała. Miała taką uroczą, zatroskaną minę. Położyłem się obok niej. Chwyciłem za skrawek jej koszuli nocnej.



Pocałowałem, delikatnie już wypchnięty, brzuszek.
- Tak. To jest kierunek, w którym chcę podążać. – wyszeptałem.

---------------------------------------- 
Awww .... *o* uroczooo...
Kto się cieszy że Lu jest w ciąży?
Ja myślę, że Harry będzie dobrym ojcem a wy?
Piszcie w komentarzach swoje opinie :*

Rozdział 45





Niall’s POV

Harry szybko namierzył tego skurwysyna. Louis i Zayn zaopatrzyli nas w broń, a ja wpatrywałem się w kartkę. (zdj będzie na grupie: Maddie nie R.I.P- uj jeszcze jest 43 i 44, jeżeli nie zobaczysz tego zdj nie czytaj dalej tego rozdziału). Zaciskałem pięści powstrzymując się od uderzenia w wszystko co stało mi na drodze do auta.
- Jedź prosto. – mówił Styles przez krótkofalówkę. – Przed tym budynkiem stań.
Wysiadłem z samochodu  i czekałem aż reszta do mnie dołączy. Opierałem się o drzwi waląc w nie nerwowo. 2 samochodu stanęły zaraz za moim.
- Pamiętasz plan? Bierzemy ich i przesłuchujemy. Rozumiesz? – podnosił głos Zayn
- Jasne. Podszedłem do czegoś podobnego do hali basenowej. Wyjebałem drzwi jednym kopem. Sięgnąłem do spodni i wyjąłem broń.
- Kurwa!!! Włamują się! Skurwiele! – wołał ktoś ze środka.
Zza framugi wyłonił się Bieber.
- Niall nie! – zawołał Louis stojący za mną, ale było już za późno. Kula utknęła w jego barku W tym momencie Zayn popchnął mnie na ścianę obok i powiedział:
- Co ty kurwa robisz mieliśmy go przesłuchać!!! Teraz zdechnie za pięć minut!
Odepchnąłem go ramieniem i podszedłem do Bieber’a. Wziąłem go za szmaty i zaniosłem do pokoju, z którego wyszedł.  Rzuciłem go na ziemię i wycelowałem w głowę.
- Wiedz, że ja jej nie zostawiłem, sama odeszła!



Nie zauważyłem nawet, że siedzi obok pod ścianą. Odwróciłem się w jej stronę ukucnąłem przy niej, a broń położyłem na ziemi. Patrzała niby to na mnie, ale jednak gdzieś dalej. Nagle upadła.
- Maddie!

---------------------------------------------
Komentujcie. Jeżeli będzie 6 komow 
Dodam 46