Maddie’s POV
Nie wierzę własnym oczom. Niall zaprowadził mnie do salonu.
Gdy stanęłam w drzwiach chciałam wybuchnąć śmiechem ale się powstrzymałam.
Byłam pewna, że to Harry i Lu, na zgodę. Ale to się okazuje, że na kanapie leży
Susan, a na niej Lou. Normalnie myślałam że ze śmiechu się posikam. Nagle
przestali, Lou zerknął przez bark i odskoczył na bok. Podniósł z ziemi spodnie
i szybko ubrał. Susan za to poprawiła koszulę nocną i usiadła. Nie myślałam, że
to będzie scena jak z filmy. Ich zakłopotanie – bezcenne.
Louis’ POV
Kurwa. Przyłapali nas. Myślałem, że wszyscy śpią. Nie wiem
co nas poniosło, ale jestem z tego zadowolony.
Maddie’s POV
Postanowiłam się wycofać. Pociągnęłam Niall’a za sobą.
Pokazałam tylko Sus, że mamy do pogadania rano.
Położyłam się powrotem do łóżka i wtuliłam się w ciepły tors Niall’a.
*następnego ranka*
Sus przyniosła mi kawę do pokoju. Chyba pierwszy raz od
ponad tygodnia postanowiłam powiedzieć jej parę słów.
- Masz. To o czym chcesz rozmawiać? – spytała
- Dzięki. Chyba pierwsze moje pytanie to dlaczego ty tu
jesteś. Podejrzewam, że nie pracowałaś tu wcześniej bo się tak nie
zachowywałaś, ale…
- No tak. Pracuję tu ponieważ pożyczyłam od niech kasę.
Musiałam dać kasę temu dupkowi z Kubiny. Wiesz temu co powiedział, że jak mu
nie dam to mnie… no wiesz. No i okazało się, że nie jestem w stanie oddać im
tej kasy no i miałam wybór pracować tu albo ginie mama, Julka, Gośka i Wojtek.
No i tak wyszło.
- Aha. Nie rozumiem tego do końca, ale bynajmniej masz w
miarę logiczne te wytłumaczenie.
- Trochę wczoraj was poniosło. Od kiedy wy ze sobą
jesteście?
- Miałam nadzieję, że nie będziesz o tym mówić. Pierwszy raz
to na tej imprezie, wtedy no wiesz.
-Ok. – zrozumiałam, że zrobili to w kiblu bo nie mieli gdzie
indziej. Bleh.
Rozmawiałyśmy tak długo, gadałyśmy o wszystkim i niczym,
jakbyśmy nie rozmawiały od 4 lat a nie tygodnia.
Przytuliłyśmy się na zgodę i po chwili poszłam do łazienki.
---------------------------------------
Komentujcie i mówice czy sie podoba :)
20 być może za poł godzinki :D


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz