This is the life

This is the life

niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 54



Rozdział 54

Maddie’s POV

Obudziłam się na łóżku. Niall leżał obok mnie. Leżeliśmy na małym łóżku szpitalnym, całkowicie nadzy, a ja byłam podpięta do aparatury. Obróciła się w bok także leżeliśmy twarzą w twarz.


- Było wspaniale. – powiedział z zamkniętymi oczami.
- Wystraszyłam się idioto! – zaśmiałam się. – Dla mnie też było wspaniale.
- Przyniosę nam tabletki. – stwierdził poczym wygrzebał się z pod kołdry i ubrał bokserki.
Wstałam i podeszłam do małej komody. Nie było tam ani jednej mojej koszulki, ani jednej pary spodni. Usiadłam na podłodze i oparłam się o ścianę. Nie miałam się w co ubrać a byłam całkowicie naga! Na zegarku wyświetlała się godzina 10:13. Oznaczało to, że za 17 minut przyjeżdża Zayn, Harry, Perrie i Lucy a ja siedzę na podłodze całkowicie naga.
- Niall?! – krzyknęłam. – Gdzie są moje ubrania?!
- Skarbie nie mam pojęcia! – krzyczał z dołu. – Ale…Lucy robiła jakieś porządki. Zadzwonić do nie?
- Sama to zrobię! – krzyknęłam i zeszłam na dół. Na blacie w kuchni leżał telefon. Chwyciłam go i wybrałam „ Ta odrobienia dobrze Harremu ”. Chyba się jeszcze nie zorientował, że Lu jest w ciąży i za niedługo stworzą rodzinę.
- Hej. – odezwała się.
- Hej Lu. Mam do ciebie pytanie. Gdzie są moje ubrania?
Niall stał obok mnie i robił nam śniadanie, ale po tych słowach oderwał wzrok od warzyw położonych na desce, i zerknął na mnie jakby chciał się upewnić czy z tego co on zrozumiał stoję tutaj naga. Odłożył nóż, podszedł do mnie i przygryzł wargę. Lucy mówiła coś do mnie, ale je w ogóle nie słuchałam. Usłyszałam tylko „wywaliłam wszystkie”, ale jakoś mnie to nie interesowało. Odłożyłam komórkę na blat, nawet się nie rozłączając. Niall zrobił krok do przodu tak, że staliśmy dotykając się brzuchami. Złapał mnie w biodrach i pocałował. Zsunął rękę z moje biodra i zaczął zataczać we mnie kółka. Przygryzałam wargę i odchylałam głowę do tyłu.



- Halo? Jesteś tam? – mówiła Lu do telefonu, ale ją olałam i rozkoszowałam się chwilą.
- Niall..- szeptałam.

*6 minut później*


- Kurwa dlaczego przyszła wcześniej? – powiedziałam do Nialla bardzo cicho.
- Nie wiem, leć n górę do łazienki i weź ręcznik. – szeptał.
Nagle do kuchni weszła Lu z ręką na oczach.
- Spoko, nie macie się co starać. Słyszałam was wczoraj, bo zostałam dłużej.
Niall zakrył mnie swoim ciałem.
- Gdzie są moje ubrania Lucy?
- Łap. Resztę przywiozę później. – rzuciła w Niall’a czymś czarnym. Wyszła i poszła do salonu.
- Idę na górę, ubiorę się i się przejdziemy.

*15 minut później*



Narzuciłam na siebie lekki makijaż i ubrałam sukienkę była naprawę ładna.


*9 godzin później*

- Było wspaniale, dziękuję. – schyliłam się i zaczęłam zdejmować szpilki, teraz trochę żałuję, że nie ubrałam balerin.
Niall złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą na górę.
- Jestem bardzo zmęczona. – powiedziałam i zaczęłam zdejmować kolczyki.
- Kłamczucha. – zaśmiał się i odgarnął mi włosy z pleców poczym zarzucił na ramię.



*25 min później*

Doprowadzaliśmy nasze oddechy do normalnego tempa. Wtuliłam się w jego tors i usnęłam. Pierwszy raz od jakiegoś czasu spałam bez „kabli”.

*następnego dnia, rano*

Lucy’s POV

- Harry!!! – krzyczałam i jęczałam jednocześnie.
- Spokojnie kochanie. – już niedaleko.
Jechaliśmy do szpitala. Miałam mieć poród w domu, w wannie, ale mała/mały postanowił, że wyjdzie wcześniej. Byłam przerażona.
- Harry!!!
- Już, już spokojnie. – jedną ręką gładził mają o drugą kierował.

Harry’s POV

*30 min później*

Czekałem na holu w szpitalu, aż pielęgniarka powiadomi mnie, że mogę odwiedzić moją narzeczoną. Co prawda w szpitalu udawałem jej starszego brata bo Louis i Sus przywieźli nam złe fałszywe dowody osobiste, dlatego kurwa musiałem siedzieć na jebanym holu.
- Stary nie stresuj się. Będzie wszystko okey. – mówił Lou
- Właśnie Harry, Lu z wszystkim sobie poradzi. – potwierdziła Sus.
- Aaaa! – wydostał się krzyk z Sali porodowej.
Louis i Susan zerknęli po sobie i wytrzeszczyli oczy.
- Aaaa! – krzyczała.
- Kurwa mać, co tam się dzieje?! – powiedziałem.
Siedziałem na niebieskich krzesełkach i trzymałem w rękach, które bardzo mi się trzęsły, 2 ubranka: niebieskie i różowe, ponieważ nie byliśmy pewni czy to będzie dziewczynka czy chłopczyk. Do oczy napłynęły mi łzy. Nagle usłyszałem:
- Panie Parker, chce pan zobaczyć siostrzenicę i siostrzeńca?
Na ostatnie słowa zamarłem. Bliźniaki.
- Ma pan kilka minut, ponieważ zaraz bierzemy je do inkubatorów.
Wszedłem na salę i podbiegłem w stronę łóżka. Lucy trzymała dwa przepiękne dzieciaczki. Nachyliłem się nad nią i pocałowałem ją w czoło.
- Michael i Ann? – spytałem na potwierdzenie. Ona tylko kiwnęła głową a z jej pięknych, brązowych oczu poleciały łzy szczęścia.
- Są takie piękne. – wyjąkała.

*w tym samym czasie w „domu”*

Maddie’s POV

- Niall gdzie są wszyscy? Nie powinno ich już tu być? W końcu jest 11. – spytałam jeszcze troszkę zaspana.
- Pojechali do szpitala. Lucy rodzi.
- Jak to?! Przecież to dopiero 7 miesiąc!
- Wiem, wszystkich to zdziwiło. Czekam na sms od nich co tam u Lu. – stwierdził i odwrócił swój wzrok z powrotem na telewizor.


 Poszłam do toalety i zdjęłam spodnie. Zdziwił mnie widok białej podpaski.
- Spóźnia mi się już 3 dni. – mruknęłam do siebie.


Wtedy pomyślałam o czymś co zwaliło mnie z nóg i musiałam usiąść na toalecie.
Chwyciłam za telefon i wybrałam kontakt.
- Hej, Perrie, wiem, że jesteś w sz[talu z Lu…
- Nie, ja nie jechałam bo się źle czuję. – przerwała mi. – Mam gorączkę i w ogóle.
- To jeszcze lepiej! Zrobiłabyś coś dla mnie? Musisz jechać do apteki…

*30 min później*

Siedziałam na krześle w kuchni i uderzałam rękami w uda.
- Na pewno dobrze to..
- Przestań, tego nie idzie zrobić źle. – odpysknęłam Perrie. – Sorki, ale jestem bardzo zdenerwowana.
- Rozumiem.
- Długo jeszcze? – pytałam dalej klepiąc w uda.
- Już czas. Popatrz!
Zastanawiałam się chwile i wyciągnęłam rękę do Perrie.
- Ty to zrób. – powiedziałam i dźgnęłam ją paznokciem.
- Na pewno? – spytała, a ja kiwnęłam znacząco głową. – Wiec…
- Perrie kurwa to nie jest teleturniej w tv! Mów! – wydarłam się.
Spojrzała na mały przyrząd i powiedziała:
- Niestety. Przykro mi.
Zerknęłam na nią i przestałam uderzać w uda.
- Oł… Byłam pewna, że… - wzięłam głęboki oddech. – To głupie, nawet nie byłam pewna czy chciałabym być w ciąży w wieku 19 lat. Ale…. Ale jakoś tak dziwnie… Bo myślałam, że tak będzie. – wstałam ze stołka i nie wiedziałam, w którą stronę iść, żeby nikt nie widział jak płaczę.


- Maddie, spokojnie. – przerwała i zawołała – Niall! Bądź tak miły i przyjdź do kuchni!
Słyszałam jak Niall idzie do kuchni. Zakręciło mi się w głowie, więc postanowiłam, że usiądę.
Niall wszedł do kuchni i zerkął pytająco na Perrie.


- O co chodzi? – stał w drzwiach i marszczył brwi. – Madd czemu płaczesz?
- Niall..ciii.. Maddie, - zwróciła się o mnie. – Nie wiedziałaś co czujesz, ale teraz już wiesz. Wiesz co czujesz bo cię okłamałam. Jesteś w ciąży!


----------------------------------------------
Przepraszam, że kazałam wam tak długo czekać na ten rozdział
ale ten cholerny remont.. grrrr... No ale 54 już jest :)
Oł oł oł Maddie jest w ciąży! Łuhu!!! ;D
Komentujcie i piszcie jak wam się podoba :)

6 komentarzy:

  1. Awww cudownie. Kiedy next ? <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, kiedy następny rozdział ? ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo *____* Super <3 ~Justyna ;**

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy next ? <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeoraszam ale bardzo źle się czuję i mam karę na laptopa wiec nie mam jak pisać. Przepradzam. 55 może pojawi się w weekend.

      Usuń
  5. Piszesz ten blog po prostu SUPER <3 nioe mogę się od niego oderwać <3 a najlepsze jest to że z 1D najbardziej uwielbiam Niall'a <3 Nie mogę się doczekać 55 rozdziału <3

    OdpowiedzUsuń